Notki  linki  Menu

Test Litmusa >> wtorek, 27 maja 2008 16:14:07
Zrobiłam Tatiance test Litmusa na Mary Sue (http://www.springhole.net/quizzes/marysue.htm). Jej wynik to 218 punktów (już od 50 punktów autor testu radzi na miejscu zabić postać XDDD)

To w ramach ciekawostki. Notka będzie niewiemkiedy.
Esme
komentarze [4]

Porwanie cz.2 >> niedziela, 30 marca 2008 00:02:25
Rany, ależ to długie XD A i tak najlepsze jeszcze przed Wami (ciekawe, do kogo to mówię? I tak nikt tu nie wchodzi).
Stało się - w notce pojawia się postać Trino Riddle z mojego ff na www.trino-riddle.blog.pl (piszę wprost, bo i tak nie ma sensu udawać, że ja to nie ja, skoro prawdę znają wszyscy moi znajomi XD). W sumie znajomość powyższego nie jest konieczna.
Hmm - miłej lektury.


Syriusz mknął w przestworzach, kurczowo ściskając rączkę miotły. Nie zważał na opór powietrza, zimno, bombardowanie przez przelatujące nad nim gołębie, ani nawet Magiczne Służby Powietrzne, które za wszelką cenę chciały wlepić mu mandat za przekroczenie prędkości i które musiał zgubić w brawurowej ucieczce. W końcu miał Misję do wykonania...
Nagle poderwał miotłę niemal pionowo w górę i po ułamku sekundy znów opuścił rączkę, zmuszając ją do zawiśnięcia w miejscu. Chyba właśnie przypomniał sobie o czymś ważnym...
Gdzie, do cholery, była kryjówka Voldemorta?!

Tymczasem w tajnej bazie Voldemorta trwały gorączkowe przygotowania do ślubu. Dosłownie każda powierzchnia, każdy nawet najmroczniejszy magiczny artefakt został wypolerowany na wysoki połysk. Z sufitu zwisały majestatyczne kryształowe żyrandole i kwiatowe girlandy, a stary, zdezelowany kocioł stojący zwykle na środku sali, w której miało odbyć się wesele, zastąpiono rzeźbą przedstawiającą Wenus z Hogsmeade. Zapach róż zdobiących stół weselny był tak odurzający, że kilku co wrażliwszych śmierciożerców musiało schronić się na tarasie - dzięki swej desperacji nie zważali nawet na fakt, iż baza znajdowała się na Syberii. A wszystko to pokryte było warstwą bladoróżowego konfetti.
Tatianka nadal nie była zadowolona.
W końcu sukienka była do bani (aby doprowadzić ją do stanu umiarkowanej doskonałości, musiała sama przerabiać ją za pomocą magii), welon nie dość delikatny i zwiewny, a już największą tragedią była jej fryzura. To znaczy, dopóki zajmowała się nią śmierciożerczyni z tytułem oficjalnej stylistki młodej pary.
Voldemort wzdrygnął się, usłyszawszy krzyk pełen rozpaczy i spojrzał w stronę sztabu czarnoksiężników, którzy mieli dogadzać pannie młodej. Stylistka fryzur usiadła na podłodze i zaczęła się kiwać w gwałtownym ataku choroby sierocej. Oprócz tej nieszczęsnej kobiety, Tati zdążyła już wykończyć psychicznie pięciu dekoratorów, doprowadzić trzy krawcowe do załamania nerwowego i wpędzić w depresję manikiurzystkę. Reszta sztabu popełniła zbiorowe harakiri, widząc, że oto trafili na kogoś, kto przewyższa ich zarówno pod względem wpędzania w rozpacz, jak i pod każdym innym. Na polu bitwy pozostała jedynie makijażystka (która wytrwała jedynie dzięki swej chirurgicznej precyzji) oraz drugi stylista fryzur, co do którego Czarny Pan zawsze podejrzewał, że jest gejem.
- Więc tak wygląda Apokalipsa - pomyślał z przestrachem Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać.
Taaak, Tatianka była dość wymagającą narzeczoną...

Nagle Syriusz zauważył wielką czerwoną strzałkę unoszącą się w powietrzu. To znaczy, najpierw prawie w nią wleciał.
Strzałka wskazywała mniej więcej w kierunku Syberii, a zawieszony pod nią napis głosił:
DO KRYJÓWKI VOLDEMORTA
- Aha! - zakrzyknął Syriusz, po czym, dumny ze swego sprytu i bystrości, skierował się w stronę, którą wskazywał grot strzałki.

Tymczasem do Voldemorta podbiegł jakiś zdesperowany młody śmierciożerca.
- Mój panie! - zakrzyknął. - Mamy ją!
Czarny Pan uśmiechnął się złośliwie. Właśnie dostał od losu okazję poprawienia sobie humoru po oglądaniu fochów narzeczonej...
- Nareszcie - powiedział z zadowoleniem. - To na co czekasz? Przyprowadź ją tu!
Śmierciożerca czym prędzej pognał w kierunku, z którego przybył, by po chwili powrócić w towarzystwie pięciu innych czarnoksiężników prowadzących ze sobą nastoletnią blondynkę ubraną na czarno. Właściwie to nie było "prowadzenie", ile "wleczenie z unikami", bowiem pochwycona rozdawała kopniaki na prawo i lewo. A że miała czym kopać, przekonywał się prędzej czy później każdy, kto stawał na drodze jej i jej glanów.
- Czy ja wszystko muszę robić sam? - westchnął Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, po czym jednym ruchem różdżki unieruchomił nogi dziewczyny.
- Nie nooo - powiedziała z pretensją w głosie. - Znowu psujesz mi zabawę.
Czarny Pan zignorował tę wypowiedź.
- Miło mi cię widzieć, córko - powiedział.
Trino Riddle, bo to o niej mowa, prychnęła pogardliwie.
- Cała przyjemność po twojej stronie.
- Wiesz, że jesteś moim więźniem, nie? - spytał Voldemort tonem dziecka chwalącego się nową zabawką.
Trino popatrzyła uważnie na pięciu trzymających ją śmierciożerców, na swoje unieruchomione nogi, następnie na szóstego czarnoksiężnika celującego w nią różdżką i wreszcie na triumfalną minę ojca.
- Tak coś właśnie podejrzewałam, wiesz? - stwierdziła, uśmiechając się ironicznie.
Czarnoksiężnik był zachwycony.
- Fajnie, co? - zapytał. - Ahahahahahahahaha!!!
Dziewczyna uniosła brwi.
- Jakoś nie podzielam twojego entuzjazmu.
Zapadła chwila niezręcznej ciszy, którą przerwał gniewny głos Tatianki:
- Ej, a co ze mną?! To jest mój wielki dzień i tak w ogóle to ja jestem główna bohaterką, więc to na mnie powinna skupiać się cała akcja!
- O, cześć Tati - przywitała się Trino. - Co ty tu robisz?
- Trinuś! - zapiszczała Tatianka, natychmiast zapominając o swoich fochach. - Jak miło że wpadłaś!
- Właśnie wychodziłam - wycedziła, starając się umknąć przed uściskiem panny młodej.
- Ależ nie, moja droga! - Twarz Voldemorta była maską czystego zła. - Może jeszcze nie wiesz, ale ty tutaj zostajesz.
W tym czasie Tatianka, zdenerwowana nie na żarty tym, że od pięciu minut nikt się nią nie zachwycał, porzuciła to nudne towarzystwo na rzecz dręczenia kelnerów i kucharza.
A Voldemort nadal gawędził beztrosko ze swą jedyną latoroślą...
- Mówiłam ci już chyba, że nie dołączę do twojej wesołej gromadki śmierciojadów choćby niewiemco? - upewniła się Trino. Czarnoksiężnik machnął lekceważąco ręką.
- Eee, przynudzasz - stwierdził protekcjonalnie. - Tym razem chodzi o coś fajniejszego. Będziesz druhną na moim ślubie.
Blondynka wytrzeszczyła oczy i otworzyła usta w niemym zdumieniu.
- Nie, nie sądzę - powiedziała po chwili.
- To nie było pytanie. - Czarny Pan zmrużył oczy.
- Wiem, ale nadal odmawiam wzięcia udziału w twoim szatańskim planie przejęcia władzy nad światem.
Voldemort zamrugał oczami w zakłopotaniu.
- Skąd wiesz, że to o to chodzi?
Trino wzruszyła ramionami.
- A które z twoich poczynań nie było szatańskim planem mającym dać ci władzę nad światem?
- No fakt. Ale i tak zrobisz co ci każę.
- Eee... nie.
To było zbyt wiele jak na delikatne nerwy Czarnego Pana.
- Jako twój ojciec rozkazuję ci! - wrzasnął. To nie było dobre posunięcie, bo tylko rozwścieczyło Trino, w oczach której widać było już niebezpieczne czerwone błyski - znak, że wbrew pozorom niemało odziedziczyła po ojcu.
Zauważył je szósty śmierciożerca, który pomyślał ze strachem, że nie chciałby być w promieniu stu mil od miejsca, w którym ta kobieta naprawdę się zdenerwuje.
Zauważył je także Voldemort, który dobrze wiedział, jak niebezpieczne mogą być wściekłe nastolatki, wiedział też, że jego córka nie była zwykłą nastolatką - i z jakichś przyczyn ten fakt nie nastrajał go zbyt optymistycznie. A ponieważ nie miał najmniejszej ochoty by jego baza zawaliła mu się na głowę (tym bardziej, że na zewnątrz było nieco zimno), błyskawicznie zmienił strategię:
- No cóż - powiedział z udawanym żalem. - Skoro nie chcesz nawet przymierzyć tej sukienki...
Mówiąc to, machnął niedbale ręką w stronę stojącego nieopodal manekina, ubranego w czarną, aksamitną suknię.
Suknia miała długie, rozszerzane rękawy, co było ciosem poniżej pasa.
- Jaka boskaaaa... - rozmarzyła się Trino. Czarny Pan uśmiechnął się w duchu, wiedząc, że osiągnął zamierzony cel. A głośno powiedział:
- No, ale ty chyba miałaś iść?
- Chyba jednak zostanę przez małą chwilkę. W końcu to twój ślub... - odparła Trino, szczerząc zęby.
Czarny Pan tryumfował.
- Tak właśnie myślałem - stwierdził z miną zwycięzcy. - A to żebyś pamiętała, że jesteś moim więźniem - dodał, wyczarowując pokaźnych rozmiarów ołowianą kulę z łańcuchem oplatającym kostkę dziewczyny. Ta szarpnęła nogą - nieco bez przekonania - by przekonać się, że łańcuch trzymał doskonale, a kula była jeszcze cięższa, niż wyglądała.
- Jak twoim zdaniem mam niby dostać się z tym pod ołtarz?! - spytała z pretensją w głosie.
Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, przewrócił oczami.
- Niech ci będzie - westchnął, machnięciem różdżki transmutując ołów w styropian.
Trino spojrzała na jego dzieło z powątpiewaniem.
- Nie sądzisz, że to z lekka bez sensu?
- Jeszcze marudzisz? - żachnął się Voldemort. - Lepiej przyjrzyj się gościom weselnym i wybierz sobie przyszłego męża spośród moich śmierciożerców.
- Znowu? - jęknęła Trino.
- To już wyszłaś za któregoś? - Czarnoksiężnik wyglądał na zakłopotanego.
Trino przyjrzała mu sie z politowaniem.
- Nie, Franc uratował mnie odpowiednio wcześniej.
Czarny Pan poskrobał się po głowie.
- Franc? Co to za jeden?
- Oj tato, nie pamiętasz? Przecież to mój chłopak!
Voldemort klasnął w dłonie i uśmiechnął się tryumfalnie.
- Już wiem! To ten, co ostatnio rozwalił mi całą bazę?
Trino uderzyła się otwartą dłonią w czoło.
- Sam rozwaliłeś swoją ostatnią bazę, tato - mruknęła.
- A. To ja już nie wiem - powiedział "tata", wyraźnie skonfudowany. - Czy on jest moim śmierciożercą? - spytał, a widząc spojrzenie Trino, dodał:
- To chociaż czarnoksiężnikiem?
Trino podrapała się po brodzie.
- No... - powiedziała po chwili namysłu. - Jest świetny w destrukcji.
- Bardzo dobrze, bardzo dobrze. - Voldy uśmiechnął się z zadowoleniem. - A w czym się specjalizuje?
Aaargh, myśl, Trino, myśl - myślała gorączkowo dziewczyna, usiłując sklecić na poczekaniu w miarę wiarygodną historyjkę.
- Eeee... w jedzieniu? - wypaliła w końcu. Cóż, mogło być lepiej.
- Destrukcji jedzenia? - Czarnemu Panu zrzedła mina.
- Mhm. I jeszcze wazonów. Zwłaszcza takich brzydkich - dodała, postanowiwszy zagadać ojca, by nie dostrzegł absurdalności sytuacji. - To prawdziwy postrach wazonów. Masz na pieńku z wazonem, idź do Francesca, każdy ci to powie!
- Cóż, każdy od czegoś zaczynał...


Syriusz wydał z siebie tryumfalny okrzyk - na horyzoncie majaczył niewyraźny zarys tajnej bazy Voldemorta. Rozwinął maksymalną szybkość miotły i niemal przylgnął do rączki, by zmniejszyć opór powietrza.
Oby tylko nie było za późno...

Młoda para majestatycznie wkroczyła do głównej sali kwatery w takt marsza weselnego granego na (ukradzionych z jakiejś katedry) organach przez jednego ze sługusów Czarnego Pana*. O parę kroków przed nimi szła Trino - trzymając w objęciach styropianową kulę - oraz młody śmierciożerca, dowodzący wcześniej grupą, która schwytała córkę Lorda.
- Trino - przedstawiła się dziewczyna, przytrzymując kulę brodą i wyciągając rękę na przywitanie. Drużba uścisnął ją lekko.
- Maladict - odparł.
- Ciekawe imię - zainteresowała się.
- Podobnie jak twoje - mruknął.
- W sumie racja. Jesteś moim potencjalnym niedoszłym narzeczonym, prawda?
- No, na to by wychodziło. A czemu niedoszłym?
- Bo mam chłopaka?
Śmierciożerca odetchnął ciężko.
- Uff, co za ulga - powiedział.
Trino postanowiła zignorować tę uwagę, po czym przyjrzała się księdzu, w stronę którego podążał cały orszak. O przynależności do stanu kapłańskiego świadczyły jedynie przewieszona przez jego szyję stuła oraz koloratka. Poza tym, duchowny miał na sobie czarną szatę, której rękawy właśnie zakasywał, odsłaniając charakterystyczny tatuaż na lewym przedramieniu.
- Na Merlina! - szepnęła Trino ze zgrozą. - Ten ksiądz jest śmierciożer... eee... ten śmierciożerca jest księ... yyy...
Maladict spojrzał na nią z iście stoickim spokojem.
- Nigdy nie miałaś wrażenia, że niektórzy księża są opętani przez szatana?


Wylądowawszy, Syriusz z niejakim niezadowoleniem odkrył, że w trakcie lotu przymarzł do miotły.


- Zebraliśmy się tu wszyscy...
- Stać! - wrzasnął Syriusz, wbiegając do sali - co wyglądało dość pokracznie, zważywszy na to, że siłą rzeczy ciągle siedział okrakiem na miotle. Czując na sobie pełne oburzenia spojrzenia gości, dodał jescze:
- Uratuję cię, Tati! Stawaj do walki, nikczemny czarnoksiężniku!
Zapadła niezręczna cisza.
- O, cześć, Syriusz - powiedziała po chwili Trino, machając nieśmiało do intruza.
- Oooch, Syri, jakie to słiiiit, że mnie ratujesz... - Tatianka uśmiechnęła się słodko. - I tak kwestia taka romanticzna... Szkoda tylko, że wypowiedziana... za wcześnie!!! - Syriusz skulił się jak pies trzepnięty gazetą, patrząc dookoła wzrokiem osaczonej sarny.
- Ale kochanie... - próbował się bronić.
- Żadnych "ale"! Wracaj natychmiast do holu i czekaj na właściwy moment! - Rozkazała Tatianka. - I, na litość Boską, odklej się od tej miotły! Wszystko ma być jak należy!
- Ale...
- Za drzwi! - wrzasnęła panna młoda. Syriusz spuścił głowę.
- Tak, proszę pani...

Taak, wszystko musiało być tak, jak należy. Więc była porządna msza. Oczywiście z kazaniem, podczas którego po raz kolejny teoria o opętanych księżach znalazła swoje potwierdzenie w praktyce. A kiedy nadszedł Właściwy Moment...
- ... teraz lub zamilknie na wieki - oświadczył majestatycznie duchowny.
Zapadła niezręczna cisza.
- Khem, powiedziałem: teraz, lub zamilknie na wieki! - powtórzył nieco głośniej.
Zza zamkniętych drzwi do komnaty, w której odbywała się uroczystość, dobiegło pochrapywanie.
- Zaraz wracam - mruknęła Trino w kierunku Maladicta, po czym najdyskretniej jak tylko się dało potruchtała do drzwi, kozłując przed sobą styropianową kulę. Wyjrzawszy na korytarz, ujrzała drzemiącego Syriusza, tulącego do siebie miotłę. Obudziła go, rzucając w niego kulą.
- Fajne było kazanie, co? - spytała sarkastycznie, gdy Black zerwał się jak oparzony. - Masz przechlapane, stary, twoja Tati nie będzie zadowolona.
- Dlaczego? - spytał czarnowłosy nieco zaspanym głosem, mierzwiąc sobie czuprynę.
- Bo to jest ta scena, w której wbiegasz do środka i wrzeszczysz: "Stać!".
- O, żesz w mordę! A przysnąłem tylko na chwilę...
Trino parsknęła śmiechem, podkasując nieco sukienkę i odczepiając różdżkę od paska na łydce.
- Zamknij się i przestań się wiercić, bo sparzę ci zadek - poleciła. - Incendio! - szepnęła, stukając w miotłę Syriusza. Po chwili lód stopniał, uwalniając Blacka.
- Jak ci się udało zatrzymać różdżkę? - spytał. - Nie zabrali ci jej przy porwaniu?
- Ha, pewno, że zabrali. Ale potem zostawili ją w kanciapie strażników, a ja wrzeszczałam na gościa, który miał tam dyżur, dpoóki mi jej nie oddał.
Syriusz wytrzeszczył oczy.
- Że co? Przecież...
- Był nowy. Nie znał szczegółów, wiedział tylko, że jestem córką szefa, więc nie śmiał się stawiać.
- To dlaczego nie uciekłaś?
Trino spojrzała na niego spode łba.
- Bo chciałam włożyć stylową czarną sukienkę. A teraz leć uratować swoją narzeczoną zanim się zeźli i sama się uratuje - dodała, klepiąc go po plecach. - Aha, i masz mokre spodnie.
- Co?
- Masz mokre spodnie. Lód się sotpił i... Bo wiesz, lód to taka zamarznięta woda. A woda jest mokra.

- Stać! - wrzasnął Syriusz, wpadając do sali. Kilka osób westchnęło ze zniecierpliwienia.
- No, nareszcie! - warknęła Tatianka, marszcząc swoje idealnie wymodelowane brwi. - Czy ty naprawdę nie umiesz zrobić nic porządnie?
- Przepraszam, kochanie - bąknął. - Stawaj do walki, gnido! - dodał pod adresem Voldemorta. Czarnoksiężnik roześmiał się tylko.
- Naprawdę myślisz, że zdołasz pokonać mnie i moich śmierciożerców? - spytał kpiąco.
Drzwi otworzyły się z hukiem i do sali wpadła pokaźna grupa aurorów z ojcem Tatiany, Jutrzenkiem Bloomem na czele.
- On może i nie - oświadczył ten ostatni z mocą. - Ale my tak!
Zapanował ogólny chaos.

- Co za cyrk - mruknęła do siebie Trino, obserwując zaistniałą sytuację. Widząc, że jakiś chudy, wysoki śmierciożerca zbliża się do niej z wyraźnie złymi zamiarami, za pomocą zaklęcia przecięła łańcuch wciąż przytwierdzony do jej kostki, po czym cisnęła styropianową kulą w napastnika, transmutując ją w locie w bryłę ołowiu.
- Nieźle - oceniła, przyglądając się spacyfikowanemu czarnoksiężnikowi, po czym rzuciła się w tłum walczących.
To wcale nie jest trudne - uznała po chwili. Prawie jak pogo.



_____________
* Znanego jako Igor Jedenaście Palców.

Jak zakończy się Ostateczne Starcie? Czy Syriusz uratuje Tatiankę? Czy zostanie zaakceptowany przez ojca swojej wybranki, Aurora (Jutrzenka) Bloom, który jest aurorem? Czy Voldemort pozwoli Trino zatrzymać stylową czarną sukienkę? I co wspólnego mają z tym wszystkim pewien Włoch, leśny dziadek i Murzyn dymiący w krzakach? Tego dowiecie się w następnym odcinku!

Pozdrawiam
Esme Weatherwax
komentarze [1]

Porwanie cz.1 >> poniedziałek, 27 sierpnia 2007 19:22:35
Wszystkich aluzyji i tym podobnych proszę domyślać się samemu, bo znudziło mi się tłumaczenie prawie każdego mrugnięcia okiem XD


Tatiana Carmen Juanita Elizabeth Galadriela Penelopa Aurora Britney Spritney Christina Petronela Trinity Bloom, uczennica Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, nie mogła zasnąć. Przeczucie mówiące jej, że to Remus był tym wilkołakiem, który zaatakował ją i Syriusza w trakcie ich randki w Hogsmeade, było zbyt silne. A jeszcze nigdy żadne przeczucie jej nie zawiodło...
Teraz siedziała przy stole, to marszcząc swe nieskazitelnie białe, gładkie czoło, to bawiąc się włosami, które tej nocy spływały jej kasztanową kaskadą na plecy – a wszystko to, by opracować naprędce skład eliksiru, który wyleczyłby Lupina z likantropii. Jednak gdy była już o krok od ustalenia najważniejszego składnika, przez otwarte okno wleciał jakiś nieznany Tatiace pan, dosiadający starego mopa. Łopot czarnej, obdarzonej dodatkowo jarzącymi się szkarłatem oczami peleryny, która powiewała złowieszczo za intruzem, zbudził Amandę, Sandrę i Clover, które utkwiły nieprzytomne i zaspane spojrzenie w przybyszu.
Zapadła niezręczna cisza.
Po chwili przerwała ją Clover:
- To Lord Voldemop... eee... Voldemort! – krzyknęła.
- Tak, to ja! Ahahahahahaha! – Voldemort roześmiał się klasycznym śmiechem ogarniętego żądzą władzy szaleńca. – Przybyłem, aby cię uprowadzić i poślubić, Tatiano Carmen Juanito... eee, tego... co tam dalej... no, Tatiano Bloom!
Ponownie zapadła niezręczna cisza.
Tym razem przerwała ją Tati:
- No... to dlaczego tego nie zrobisz?
Voldemort zrobił minę przywodzącą na myśl zdumionego gupika, po czym – jak gdyby przypomniał sobie o czymś ważnym – odrzekł, starając się, aby jego głos brzmiał pewnie:
- No... czekam, aż przyleci tu twój chłopak i będzie stawiał opór.
Ze schodów prowadzących do dormitoriów dziewcząt dały się słyszeć odgłosy świadczące, że jakiś chłopak właśnie usiłował dostać się na górę, jednak w odpowiednim momencie schody owe zmieniły się w pochylnie, skutecznie uniemożliwiając intruzowi naruszenie intymności uczennic. Wspomniane wcześniej odgłosy były dodatkowo okraszone wiązankami słów nienadających się do druku.
- Niech to, zapomniałem o tych starych zabezpieczeniach – zasępił się czarnoksiężnik. – Co to za zabawa bez oporu ukochanego? To może chociaż wy – powiedział, zwracając się do Amandy, Clover i Sandry – załamujcie ręce i lamentujcie?
- I może jeszcze ja oświadczę, że nigdy ci nie ulegnę? – zaproponowała uprzejmie Tati. Było jej żal tego biednego pana, że to porwanie, na które tak się cieszył, nie wyszło mu zbyt dobrze.
- O, to, to! – ucieszył się Czarny Pan, klaszcząc w ręce jak mały chłopczyk*. – To jak, możemy zaczynać? Trzy, dwa, jeden... start!
- Olaboga! – zawodziły głośno dziewczęta, załamując ręce. – Nasza Tati, nasza Tati! Co za nieszczęście! Na pomoc, ratunku! Voldemort porywa Tati!
- Nigdy ci nie ulegnę, okrutniku! – oświadczyła uprowadzana dumnym tonem uciśnionej białogłowy.
- Zobaczymy! – odparł uradowany takim obrotem sprawy Lord Voldemort, po czym, przerzuciwszy sobie piękną pannę Bloom przez ramię, wsiadł na swojego mopa i zniknął w mrocznych czeluściach nocy.
Kiedy tylko to się stało, przyjaciółki Tatianki przestały zawodzić, i wróciły do łóżek. Po paru minutach, gdy już prawie zasypiały, Sandra mruknęła:
- Ale tego mopa to miał naprawdę oldskulowego, no nie?

- Czy mam przez to rozumieć – spytała zimno profesor... ta, no... McDonald – że jak gdyby nigdy nic poszłyście spać?
Clover, Sandra i Amanda kiwnęły głowami, najwyraźniej z siebie zadowolone. W gabinecie Dumbledore’a, w którym odbywała się ta dziwaczna scena, zapadła piszcząca w uszach cisza. Złamał ją dopiero głos Syriusza, który do tej pory jedynie zaciskał pięści w bezsilnej złości:
- Gdyby nie te zabezpieczenia, to...
- ...to podejrzewam, że w krótkim czasie magiczna populacja Wielkiej Brytanii znacznie by się powiększyła, panie Black – usta McGonnagal przybrały postać cienkiej, poziomej linii. – Wprowadzony przez samych założycieli szkoły program „Zero tolerancji”...
- Wystarczy, Minervo – Dumbledore uśmiechnął się łagodnie. – Moje drogie – zwrócił się do dziewcząt – dlaczego nie zawiadomiłyście nas wcześniej? Wtedy wasza przyjaciółka z pewnością zostałaby już odbita...
- Ale co to za odbijanie, kiedy jeszcze na dobre nie było porwania? – zaprotestowała Amanda.
- Właśnie, tak się nie robi! – przytaknęła Sandra.
McGonnagal wyglądała, jakby miała zaraz popaść w załamanie nerwowe.
Dyrektor czym prędzej odprawił uczennice, nie chcąc narażać na szwank zdrowia psychicznego swojej zastępczyni, która przyjęła ten gest z niemą wdzięcznością, a na jej twarzy pojawiła się ulga.
- Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Sam-Wiesz-Kto miałby porywać uczennicę, Albusie – oznajmiła.
- Och, to oczywiste – odparł Dumbledore tonem pogawędki. - Tatiana Carmen Juanita Elizabeth Galadriela Penelopa Aurora Britney Spritney Christina Petronela Trinity Bloom jest najpotężniejszą czarownicą wszechczasów. Jeśli uda mu się ją... no, jak to było... in maremonti ducere i jeśli ona urodzi jego potomka... to ten potomek będzie jeszcze potężniejszy od rodziców.
McGonnagal z przerażenia zakryła ręką usta.
- I fo ftedy? – spytała.
- Słucham? – nie zrozumiał dyrektor.
Nauczycielka transmutacji przewróciła oczami i odsłoniła usta.
- I co wtedy? – powtórzyła.
- Wtedy... – Świece palące się w gabinecie zgasły, gdy przez okno wdarł się powiew grozy, zawodząc jękiem dusz potępionych. Dumbledore przybrał wyraz twarzy i ton głosu, jakich nie powstydziłaby się wieszczka z Delf. – Diabeł złapie za ster pod czerwoną tęczą... Świat będzie w rękach tego, który ZŁOOO ma w sercu!
Kobieta spojrzała na niego podejrzliwie.
- Czy to jakieś starożytne proroctwo, o którym nie wiem?
- Nie, to taka rymowanka, którą wymyśliłem na poczekaniu. – Dumbledore uśmiechnął się filuternie. – Niezła, prawda?
Minerva McGonnagal użyła całej swojej siły woli, by zignorować wypowiedź zwierzchnika.
- Musimy coś zrobić, Albusie! – oświadczyła z mocą. – Powstrzymać go!
- Masz rację, moja droga, musimy go powstrzymać – przyznał dyrektor. – Ale jak?
- Polecę na miotle do Voldemorta i uwolnię Tati – zdecydował Syriusz.
- Niezły plan – pochwalił do Dumbledore. – Dopracowany w każdym calu. – Od razu da się wyczuć gryfońską taktykę...
McGonnagal ukryła twarz w dłoniach.




___________________________________
* Wyobraźcie sobie tylko: taki mały Voldemorcik... słiiiiiiiiiit, nieprawdaż? xD



Tak, proszę Państwa, losy Tatianki przybrały niewątpliwie tragiczny obrót. Czy Syriusz zdoła oswobodzić swą wybrankę z rąk Lorda Voldemorta? Dowiecie się w następnej części!

Pozdrawiam

Esme Weatherwax
komentarze [2]

O księciu z bajki... No, są różne bajki... >> środa, 3 stycznia 2007 22:31:42
Szczerze odradzam lekturę tego czegoś, jeśli jesteś po jedzeniu
Tatiana obudziła się z uczuciem spełnionego obowiązku. Wiedziała, że usidliła najlepszy towar (1) w całej szkole. Z niecierpliwością czekała, na przebudzenie się koleżanek. W końcu musiała się im pochwalić...

*

Na lekcjach Tatiana tradycyjnie zdobywała najlepsze oceny. Profesor McDonald powiedziała nawet, że to dzięki niej, Gryffindor wysunął się na prowadzenie. Inna sprawa, że na Tatianie, a nie na nauczycielach, skupiała się uwaga męskiej części klasy. Jednak Tatiana nie przejmowała się tym, bo miała swojego księcia z bajki.
- Tatianko, słońce ty moje, może jesteś głodna?
- Nie, skarbie...
- A może chcesz pić?
- Nie, kochanie.
- A może jesteś śpiąca?(2)
- Nie, króliczku...
Książę próbował zaspokoić wszystkie zachcianki swojej księżniczki, co spotykało się z oburzeniem jego przyjaciół, ale "Słońce nad słońcami" twierdziło, że po prostu są zazdrośni.
Ale nawet w najlepszych parach zdarzają się kłótnie. Książę kłócił się z książniczką zazwyczaj o to, że za dużo czasu spędza z kolegami (no tak, w końcu godzina dziennie, to za dużo. Tatiana chciała jakąś konstruktywnie wykorzystać ten czas np. na całowaniu się).
Ale zawsze po kłótniach książę przepraszał swoją księżniczkę...
- Tatianka, to ja Pieseczek...
- Co chcesz?
- Jak to co chcę... Wróć... Twój pieseczek stęsknił się za pieszczotami...
- Szczeknij...
- Nie będę szczekać, co ludzie pomyślą?
- Że mamy psa.
- Przecież w Hogwarcie nie można mieć psów!
- Szczeknij.
- No dobra, dwa razy. Prosi piesek: Hau, hau. Proszę cię, wróć. Tati... Przygarnij kropka...(3)
Oczywiście Tatiana była wspaniałomyślna i nie mogła długo gniewać się na swojego księcia. Koleżanki zazdrościły Tatianie jej wyrozumiałości. Zazdrościly jej wszystkiego.

*

Kochany pamiętniczku!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Syriusz znowu się ze mną pokłócił!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Czemu on jest taki okrutny???????? Ale przy okazji jest taki słodki.............. I tak słodko przeprasza, mój koffany pieseczek................... Och, nie wyobrażam sobie życia bez niego!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jest ideałem....... Ale nie takim jak ja!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Och, jestem taka cudowna i wspaniałomyślna!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Chyba mu wybacze, on tak fantastycznie całuje!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! I wszystkie dziewczyny za nim latają ale on jest mój!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! I nie oddam go nikomu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Będziemy mieszkać w dużym domku...................... I będziemy mieć trójkę dzieci.................. Syriusza juniora, Tatianę II i Carmen Juanitę Elizabeth......................... Tak, taką widzę naszą przyszłość......................



A trzeba wam wiedzieć, że Tatianka miała dar jasnowidzenia.



_________
1) Sorry, poniosło mnie.
2) Mam wyrzuty sumienia, że zrobiłam z Syriusza pantoflarza.
3) Przyznaje się, zwaliłam dialog z Marcina Dańca...

Sam April
komentarze [4]

... >> niedziela, 24 grudnia 2006 02:07:51
Tak wiem. Nie wymagaj ode mnie cudów. Postaram się coś sklecić przez święta, ale będziesz musiała poprawić błędy, bo nie mam WORDa a ja nie wszystko wyłapuję.

Sam April.
komentarze [0]

Khem... >> czwartek, 7 grudnia 2006 18:33:53
Panno April! Miałaś napisać notkę!
Pozdrawiam
Esmeralda Weatherwax
komentarze [0]

Aaargh >> poniedziałek, 18 września 2006 22:36:16
Hm, nowej notki jako takiej nie ma - zobaczyłam komunikat, że blog jest porzucony, więc loguję się, żeby go przygarnąćxD
Esme Weatherwax
komentarze [1]

O wilkołakach, Ogórkach i bladoróżowych sukienkach... >> niedziela, 2 lipica 2006 18:39:15
UWAGA!!!
Wszelkie błędy, nielogiczności tudzież styl a’la harlequin zostały popełnione z premedytacją!
Autorka pisała większą część tej notki parę dni po czymś, co można uznać za zbiorowy maraton harlequinów, więc znajdziecie tu pseudopoetyckie opisy i inne czynniki szkodliwe dla osób uczulonych na lukier oracz kicz.



Kochany Pamiętniczku!!! – pisała Tatianka.

Ta nowa szkoła (jak ona się tam nazywa? Hogwash?) nie jest tak dobra jak koffana, cudna i ogólnie słiiiiiiit Akademia Czarów i Czarodzicielstwa im.gen. Jaruzelskiego, ale ujdzie w tłoku......... Wyobraź sobie, że w Wielkiej Brytanii nie uczą czarodzicielstwa, a nawet surowo go zabraniają............ Ponoć paru starożytnych czarodzicieli narobiło u nich sporo zamieszania........
Oczywiście wszyscy są oczarowani moją urodą i zdolnościami....... Chłopacy pojedynkują się o to, kto będzie mi nosił książki, ale i tak zawsze wygrywa Syri....... On jest taki słiiiiiiiiit........ Wszyscy są pod wrażeniem tego, że jestem animagiem i metamorfomagiem, a kiedy dowiedzieli się o moim pochodzeniu, oczywiście natychmiast stałam się najjaśniejszą gwiazdą na firmamencie... w każdym razie, jakimś firmamencie. Ostatnio, kiedy zeszłam na śniadanie w kruczoczarnych lokach, jakiś Krukon zemdlał z wrażenia, a Syri zamiast tosta ugryzł rękę Petera.................. To stare babsko McDonald, które uczy transmutacji, ostatnio przyznało mi tysiąc punktów, bo nawet ona nie potrafi zmieniać się w każde zwierzę.........
Ostatnio Syriusz zabrał mnie do Hogsmeade i oglądaliśmy zachód słońca i pełnię księżyca, i w ogóle było tak romanticznie, a potem zaatakował nas wilkołak, ale Syriusz mnie obronił................... Ja myślę, że to Remus jest tym wilkołakiem............... A później Syriusz spytał, czy chcę być jego dziewczyną, ja oczywiście odpowiedziałam, że tak, i już miał mnie POCAŁOWAĆ, kiedy zza jakiegoś budynku wyszedł Ogórek..... znaczy, ten chłopak z tłustymi włosami....
Och, zaraz........... a może to jednak była jedna z tych moich wi...........

- Tati, skończ pisać! Syriusz już czeka, a jeszcze muszę ułożyć ci fryzurę! – krzyknęła Clover, chwytając za grzebień.
- Fryzura to nie problem – odparła Tati, i po chwili miała na głowie piękne, złociste fale.
- Jej, ja też tak chcę – jęknęła Sandra. Dziedziczka rodu Bloom uśmiechnęła się tylko, po czym zerknęła w leżące na szafce nocnej lusterko i zmieniła kolor swych oczu z fiołkowych na szafirowe, który podkreślał bladoróżowy odcień sukienki. Pomachała przyjaciółkom na pożegnanie i wyszła z dormitorium.

Syriusz czekał na nią w zatłoczonym Pokoju Wspólnym. Ledwo wysmukła sylwetka jego ukochanej ukazała się na szczycie schodów, te natychmiast opustoszały, a gwar uczniowskich rozmów ucichł w jego umyśle, zastąpiony przez balladę Dwie bajki. Oczy kochanków spotkały się w wypełnionym po brzegi pokoju i natychmiast straciły z sobą kontakt, ponieważ Syriusz rozpoczął kontemplację innych części ciała Tatianki, zastanawiając się, czy to aby na pewno ona. Idealna figura, długie, zgrabne nogi i miłe dla oka „góry i doliny” były na swoich miejscach, ale panicz Black nie przypominał sobie, aby jego ukochana miała niebieskie tęczówki. Głosik w jego głowie zmienił repertuar na Jej piękne modre oczy, lecz chłopak słyszał teraz głównie bicie swojego szesnastoletniego, przepełnionego uczuciami serca, więc nie był pewien, czy wyżej wspomniane organy zmysłu wzroku są modre, czy może mądre. Ponownie utkwił wzrok w tęczówkach zmierzającego ku niemu bóstwa – bez wątpienia były zarówno mądre, jak i modre. Syriusz stracił wszelkie wątpliwości i z czystym sumieniem kontynuował kontemplację bladoróżowej sukienki rozkosznie opinającej piękne ciało dziewczyny. Złociste pukle Tatiany opadały miękko na odsłonięty dekolt niczym słoneczne promienie albo zwały lnianej przędzy. Delikatny makijaż oraz kolczyki z kwarcu różowego podkreślały kolor bladoróżowej sukienki rozkosznie opinającej piękne ciało dziewczyny. Malutkie stópki odziane w delikatne buciki na obcasach w wyższych partiach przeistaczały się w piękne łydki obleczone w cieliste pończoszki znikające pod rąbkiem bladoróżowej sukienki rozkosznie opinającej... eee...
Taaak, Tatianka prezentowała się nie najgorzej.
Tymczasem bóstwo uznało, że Syriusz dokładnie ją sobie obejrzał i resztę stopni może pokonać w nieco żwawszym tempie – ale tylko trochę, żeby nie stracić na romanticzności ani dostojności.
- Cz-cześć – wyjąkał Syriusz, przygładzając włosy i panicznie poszukując jakiegoś zgrabnego, przyzwoitego komplementu. – Ładną masz tę, no... sukienkę – dodał i ugryzł się w język, zanim zdążył dorzucić coś o jej zawartości.
- Oooooch, dziękuję. – Zjawisko zatrzepotało uroczo rzęsami.
- No. Szkoda takiej ładnej rzeczy na spacer po tajemnych przejściach.
- Słucham? – Zjawisko zaczęło trzepotać ze zdwojoną szybkością, produkując tym samym niewielki przeciąg.
- W końcu wybieramy się do Hogsmeade, no nie? A jak chcesz się tam dostać, jeśli nie tajnym przejściem?
Tati była zszokowana.
- To nie zamówiłeś żadnego powozu zaprzęgniętego w pegazy, albo chociaż latającego dywanu?!
- Eee... nie.

Tatianka wychyliła głowę przez klapę w podłodze Miodowego Królestwa, błogosławiąc w duchu zaklęcie chroniące ubranie przed zniszczeniem, które wynalazła na poczekaniu. Syri być może był trochę nieporadny i nieprzewidujący, ale był przy tym także taki słiiiiiiiiiiiiiit...

Zachodzące słońce rozlało na wzgórzach poświatę szkarłatną niczym krwawe pęto wiążące dusze kochanków, którzy siedzieli na trawie, przytuleni do siebie, i chłonęli zapach jasnych wrzosów, których Syriusz nazbierał dla ukochanej (wykazawszy się przy tym zadziwiającym wyczuciem, ponieważ kolor kwiatów świetnie komponował się z odcieniem sukienki Tatiany, co było takie słiiiiiiit....). Wsłuchiwali się także w koncert skrzypcowy na dwa świerszcze i cykadę, do którego dołączył się także słowik ze swoją arią La pędrak e mobile. (1) Przy dźwiękach słodkiego staccato Bloom wtuliła się mocniej w Blacka, wpijając paznokcie do jego ramienia (2). Rydwan Heliosa powrócił na Olimp, a słoneczny dysk ustąpił miejsca księżycowi w pełni i gwiazdom – w tym Syriuszowi z konstelacji Psa, który najwyraźniej miał w nosie fakt, iż do tej pory był gwiazdą nieba zimowego.
I wtedy zabrzmiał akord zagrany przez wyjącego nieopodal wilkołaka, który uroczą sielankę zmienił w – jak później opisywała to Tatianka – groteskę, co zapewne oznaczało niesłychane natężenie grozy, utrudniające oddychanie dziewicom odzianym w gorsety. Kolejny lament wilkołaka – który tym razem rozległ się nieco bliżej – był bardzo forte i bardzo słiiiiiiiiiit.

A później ten słiiiiiiit wilkołak ich zaatakował, a Syriusz go przegonił. Tatianka doszła do wniosku, że tym wilkołakiem musi być Remus.

- Mój bohaterze – szepnęła czule Tati, wtulając się w ciepłość ramion wybawcy (2). Syriusz przełknął ślinę. Opinia bezpośredniego, śmiałego luzaka, którą wyrobił sobie przez lata spędzone w Hogwarcie, była całkowicie niezgodna z rzeczywistością – w głębi duszy panicz Black byłby najczulszym i najbardziej opiekuńczym partnerem dla kobiety, o ile wcześniej zdołałby przemóc w sobie chorobliwą nieśmiałość względem płci przeciwnej, którą (nieśmiałość, nie płeć) starał się maskować zadziornymi spojrzeniami i łobuzerskimi uśmieszkami. Tymczasem ta dziewczyna zdarła z niego maskę – była zbyt piękna, ponętna, mądra, roztropna, inteligentna, zdolna i słodka, by mógł przed nią grać kogoś, kim nie był. Z drugiej strony, była zbyt piękna, ponętna, mądra, roztropna, piękna, ponętna, inteligentna, zdolna, piękna, ponętna, słodka, piękna i ponętna, by mógł przepuścić taką okazję. Nieśmiało objął muskularnym ramieniem jej kibić i przyciągnął do siebie. Dziewczyna zadrżała, jakby przeszył ją prąd elektryczny, po czym przylgnęła do niego i uczepiła się jego szyi niczym przedstawiciel gatunku carduus hamulosus do końcowej części przedstawiciela gatunku canis domesticus (czasem zwanego canis lupus familiaris). (3)
Stali tak przez chwilę, spowici blaskiem księżyca, dopóki Syriusz – wiedziony jakimś pierwotnym instynktem, którego nie potrafił opanować – wsunął pieszczotliwie rękę w jej bujne, złociste włosy. Tatianka spojrzała na niego ze współczuciem, wyczuwając zimność jego dłoni i strach, strach przed odrzuceniem, który opanował jego umysł i duszę. Chcąc pomóc mu w zrobieniu decydującego kroku, przymknęła oczy i rozchyliwszy nieco pełne, zmysłowe wargi, odchyliła głowę do tyłu i owinęła swoją łydkę wokół jego kolana, przyciągając go jeszcze bliżej. Stali tak, splecieni w miłosny precel, a urzeczony Syriusz pożerał wzrokiem to rozkosznie tarmoszone przez nieistniejący wiatr złote pukle, to lekko zadarty, obsypany piegami nosek, to różany pączek jej kobiecych ust, to alabastrową szyję, wreszcie falujący lekko łabędzi biust... Głosik w jego głowie zaczął wyśpiewywać łagodną serenadę, ale nagle przestawił się na ognisty motyw z filmu „Desperado”, co sprawiło, że krew w nim zawrzała i wreszcie poczuł w sobie dość odwagi. Już miał złożyć namiętny pocałunek na jej wargach, gdy w pobliskich krzakach coś zaszeleściło, po czym wyłonił się z nich Ogórek Snape, za którym (a nawet w pewnym oddaleniu) powiewały jego czarne szaty. Głos w umyśle Blacka urwał pełną pasji pieśń i zaczął wyśpiewywać: Ogóóórek, ogóóórek, ogóóóóreeeek zielooonyy maaa garnituuureeek...

Spuśćmy zasłonę miłosierdzia na to, co stało się ze Smarkerusem i zajmijmy się dalej sprawą Tati i Syriusza...

Otóż, Syriusz w końcu pocałował Tatiankę, i to tak, że z wrażenia zmienił jej się kolor oczu (i był przy tym taki słiiiiiiiiiiiiiit...), po czym oboje uzgodnili, że od tej pory są parą – randka zakończyła się pełnym sukcesem. Natomiast kiedy umyta i przebrana Tatianka ułożyła się do snu, wsłuchując się w równomierne oddechy śpiących koleżanek (które nie obudziły się, ponieważ elfia zwinność panny Bloom pozwoliła jej bezszelestnie wrócić do dormitorium), pomyślała, że to, o czym dziś po południu pisała w pamiętniku, rzeczywiście musiało być jedną z jej proroczych wizji.


__________________
1) La donna e mobile – kobieta zmienną jest (wł.); słowo „mobile” znaczy także „ruchomy”, więc „la pędrak e mobile” znaczy mniej więcej: „Pędrak się rusza”...
Swoją drogą, Żółw także się rusza.
2) Inspirowane Młodzieńczymi Uczuciami. Podobnie jak połowa notki, można rzec.
Niestety, autorka zlikwidowała bloga, ale pewna znana mi osoba jest w posiadaniu wydruku
3) znaczy się jak rzep (tu: oset haczykowaty) do psiego ogona

Pozdrawiam
Esmeralda Weatherwax
komentarze [1]

Hogwart... >> poniedziałek, 8 maja 2006 20:50:20
Kiedy pociąg dojechał do Hogwartu, Syriusz wyniósł Tati z pociągu. Niestety, musieli się rozstać, gdyż Tatiana musiała przepłynąć przez jezioro. Nie była zachwycona tym faktem, zwłaszcza, że do łódki wsadził ją olbrzymi, włochaty facet. Bloom była bardzo uradowana, kiedy znalazła się w Hogwarcie. Co prawda, ta szkoła nie była tak ekskluzywna, jak jej poprzednia, ale dała się znieść... Ostatecznie. W końcu stare babsko, które przedstawiło się jakoś tak dziwnie... McDonald? Tatiana nie przywiązywała wagi do szczegółów. W końcu babsko zaprowadziło malutkie, głupiutkie dzieciaczki do Wielkiej Sali, gdzie jakiś stary kapelusz, będzie im wybierać dom.
- Tatiana Bloom... – powiedziała pani profesor McGonagall.
Na dźwięk tego nazwiska stary kapelusz wykrzyknął „Gryffindor!”. Przy szkarłatnym stole rozległy się oklaski. Tatiana pobiegła do tego stołu i usiadła obok Syriusza. Kilka dziewczyn popatrzyło na nią z zazdrością. Po przemowie papcia Dumbla (jak go nazwał Syriusz), rozpoczęła się kolacja. Jedzenie nie było tak dobre jak w Polsce. W końcu Tatiana wraz z resztą Gryfonów wróciła do dormitoriów.

*

Następnego dnia na lekcjach chłopcy mdleli (dosłownie) na jej widok.
- Jaka ona piękna...
- A te jej nogi...
- A te jej rzęsy...
- A te jej włosy...
- A jej oczy...
- A jej biust... No co? – takie szepty cały dzień towarzyszyły Tatiance.
Ale ona była już do tego przyzwyczajona. Nauczyciele byli oczarowani jej zdolnościami. A większość koleżanek jej nie polubiła. Poza trzema: Amandą, Sandrą i Clover, które postanowiły zostać jej klonami. Sweet trafił pod opiekę wielkiego, owłosionego faceta, który miał rękę do zwierząt...

Ale to wybitnie denne... Ale pewna pani E.W. trochę się czepiała, więc napisałam.
Sam A.


komentarze [4]

Notka numer trzy, czyli romantyczny powiew z okazyji Walentynek... (choć nieco spóźniony:P) >> środa, 8 marca 2006 17:48:14
[na czas lektury radzę zaprzestać jedzenia i picia.]


W poprzednim odcinku:
W tym samym momencie do przedziału wpadł chłopak o wyjątkowo tłustych włosach i haczykowatym nosie...

[cięcie] [czołówka]leci muzyczka a’la „Moda na sukces”; na ekranie pojawia się trzynaście zdjęć Tati; na dwunastu pierwszych widnieje któreś z jej imion, a na trzynastym nazwisko[/czołówka]

- Tatiano Carmen Juanito Elizabeth Galadrielo Penelopo Auroro Britney Spritney Christino Petronelo Trinity Bloom! – krzyknął żarliwie tłustowłosy, klękając przed Tati. – Czy wyjdziesz za mnie?
- Spadaj, Smarkerusie – warknął Syriusz.
- Ukochana, odkąd zobaczyłem cię na okładce „Bravo Witch”,* nie mogę bez ciebie żyć! Nie mogę jeść śniadania, bo myślę o tobie, nie mogę jeść obiadu, bo myślę o tobie, nie mogę jeść kolacji, bo myślę o tobie i nie mogę spać, bo... bo... jestem głodny!
- Och, jakie to romantyczne – szepnęła zmysłowo Tatianka, z wielką satysfakcją patrząc, jak Syriusz czerwieni się z zazdrości.
- Łapy precz od Tati, Snape! – W końcu Black nie wytrzymał. – Albo rozpłaszczę ci na facjacie ten twój wielki nochal, który tak lubisz wtykać w nie swoje sprawy! Może będziesz trochę przystojniejszy…
- Ach, mój bohaterze! – zakrzyknęła radośnie uciśniona białogłowa, uwiesiwszy się Syriuszowi na szyi. – Obroń mnie przed tym… przed tym… ogórkiem!**
- Nie bój się, ukochana! Ten łotr nie zrobi ci krzywdy! – oznajmił rycersko młody Black, bezskutecznie usiłując uwolnić się od balastu zwisającego mu z szyi.
- A ja ci pomogę! – przyłączył się Remus. – W końcu jestem jej kuzynem z sześćdziesiątej czwartej linii, a dla nas, Włochów, rodzina jest najważniejsza!
- Te, ty jesteś Włochem i nic nam nie powiedziałeś? – spytał James, zdenerwowany faktem, że od jakichś dwóch minut cała uwaga towarzystwa jest skupiona na kimś innym niż on sam.
- To ty jesteś pewnie krewnym tego Arsene Lupina? – wtrącił się Peter, który wbił zachwycony wzrok w Remusa.
- Arsene Lupin był Francuzem – mruknął Snape, wciąż nie wstając z klęczek.
- A. To ja przepraszam.
- To jesteś w końcu Włochem, czy nie? – nie wytrzymał James.
- Daj spokój, tak mi się tylko powiedziało – odparł Remus. – Wróćmy do ciebie, Smarkerusie...
- Zostaw go mnie, przyjacielu – oświadczył bohatersko Syriusz, po czym – wciąż z Tati zwisającą mu z szyi – wsadził tłustowłosemu różdżkę do ucha. Zaatakowany ogórkopodobny ciemiężyciel wrzasnął krótko, poderwał się z klęczek i wybiegł z przedziału.
- Wybawco! – szepnęła tonem uratowanej dziewicy Tatianka, zmysłowo rozchylając swe pełne usta i przyciskając wierzch smukłej dłoni do gładkiego czółka. Po chwili – gdy uznała już, że jej bohater wystarczająco przyjrzał się jej romantyczno-dramatycznej pozie – wyjęła z kieszeni chustkę do nosa haftowaną w śliczny, różowy wzorek.
- Przyjmij, panie, tę chustę na dowód mojej wdzięczności – rzekła, podając wyżej wspomnianą chustkę Blackowi. Ten przyjął dar z głupią miną, wytarł weń koniec różdżki, który wcześniej wetknął tłustowłosemu do ucha, po czym zwrócił Tatiance.
- Dzięki – mruknął.
Tatianka już chciała zmarszczyć swe gładkie czółko w akcie najwyższego zdumienia, ale w ostatniej chwili się powstrzymała – mogła przecież dostać zmarszczek!
Cóż, najwyraźniej jej rycerz nie był zbyt rozumny, skoro nie zrozumiał, do czego powinna mu służyć chustka ofiarowana przez Tati.
Hmmmm, pomyślała Tatianka.
Tak właściwie, to do czego powinna służyć?
Pytanie to Tatianka pozostawiła filozofom. Wolała zająć się znacznie prostszym – jak zasygnalizować Syriuszowi, że nie ma nic przeciwko byciu Damą Jego Serca, żeby to zrozumiał?
Odpowiedź przyszła do niej w ułamku sekundy. Była tak oczywista, że Tatianka już miała złajać się w duchu za głupotę, gdyby nie przypomniała sobie, że jest przecież najmądrzejsza na świecie.
Wspięła się nieco na palce, zarzuciła ręce na szyję swego rycerza i pocałowała go najbardziej namiętnym pocałunkiem, na jaki było ją stać. A uwierzcie mi, Tatiankę Bloom stać naprawdę na wiele...

________________________________________
*Uwielbiam przesadzać.
**Nie śmiejcie się, to jest bardzo poetyckie porównanie***. Ogórek – zwłaszcza kiszony – to świetny przykład ciemiężyciela, głównie kobiet w ciąży (ciemiężenie objawia się przez wywoływanie u ofiary irracjolnego pożądania słoika ogórków) oraz ich partnerów (ciemiężenie objawia się przez fakt, że aby zaspokoić irracjonalne pożądanie parterki, istnieje konieczność wstania z łóżka, ubrania się, znalezienia najbliższego sklepu, który jest otwarty o trzeciej nad ranem i kupienia ogórków).
***Znaczy, chyba. Bo skoro Tatianka zna się oczywiście także na poestwie, to… no… hmmm.



Dziękuję za uwagę

Esmeralda Weatherwax

komentarze [4]

Debiut Sam, czyli poznajmy się. >> czwartek, 26 stycznia 2006 17:44:11
Tatiana powoli otworzyła kopertę, która była zielonym atramentem*. Szybko omiotła wzrokiem list, bowiem oprócz zdolności czarowania bez różdżki (i trzydziestu tysięcy innych), posiadała także zdolność do błyskawicznego czytania. Po przeczytaniu listu Tatiana Carmen Juanita Elizabeth Galadriela Penelopa Aurora Britney Spritney Christina Petronela Trinity pobiegła do stajni, pochwalić się wiadomością, że przyjmą ją do Hogwartu (taka mizerna szkoła magii w Anglii) ze swoim ukochanym pegazo – jednorożcem imieniem Sweet. Szybko wsiadła na zwierzaka i poleciała pochwalić się wiadomością z koleżankami. Koleżanki traktowały Tatianę jak bóstwo. Była dla nich wzorem do naśladowania, idealną boginią, piękną Miss Polonia. Na widok jej cudownego „konia” zaczęły piszczeć z uciechy.
- Patrzcie Tati leci!
- Ochhh i Sweeti!
- Ochhhh.
- Ahhhh.
- Cześć dziewczyny. Wiecie muszę wam coś powiedzieć. Wyjeżdżam – jęk zawodu dziewczyn – do Anglii. Przyjęli mnie do takiej mizernej szkoły… Hogwart się zwie, czy jakoś tak.
- Musisz? – zapytała brunetka o cygańskim wyglądzie.
- Tak.
- Na długo jedziesz? – zapytała szatynka o krótkich włosach.
- Tak.
- Szkoda… Trzeba będzie wybrać nową przywódczynię kółka przyjaciół różu**.
- Tak, no niestety. Do zobaczenia – i z tymi słowami Tatiana odleciała na swoim pegazo – jednorożcu.

OoOoOoOoOoOoOoOoOoOoOoOoOoOoOoOoOoOoOoOoOoOo***

Tatiana Carmen Juanita Elizabeth Galadriela Penelopa Aurora Britney Spritney Christina Petronela Trinity Bloom siedziała w pociągu relacji Londyn – Hogsmeade zwanym Ekspres Hogwart. Pisała w swoim różowym pamiętniku, swoim różowym piórem.
No i jadę. Pociąg jest ładny, wyścielony czerwonym pluszem………. Do Anglii przyjechałam wczoraj……… Mieszkałam z tatusiem na jakieś takiej dziwnej ulicy……. Przekątna czy jakoś tak……… Mam już wszystkie książki i jadę……….
Nagle do przedziału weszło czterech chłopaków.
- Można? – zapytał jeden wyjątkowo przystojny brunet.
- Och, jasne, siadajcie.
- Jesteś tu nowa? – zapytał drugi brunet w okularach.
- Och tak. Nazywam się Tatiana Carmen Juanita Elizabeth Galadriela Penelopa Aurora Britney Spritney Christina Petronela Trinity Bloom. Ale przyjaciele mówią mi Tati.
- Jestem James Potter – przedstawił się okularnik – ten brunet to Syriusz Black, to Peter Pettigrew – James wskazał na niskiego, lekko przy kości blondyna – A to Remus Lupin.
- ZARAZ! – krzyknęła Tatiana – JA CIĘ ZNAM! Jesteś kuzynem brata kuzynki chrzestnej bratanicy ojca stryja kuzyna siostrzenicy ciotki babki, która z kolei jest synową teściowej wujka od strony babki matki sprzątaczki, która jest żoną kamerdynera! Czyli moim kuzynem sześćdziesiątej czwartej lini!****
W tym samym momencie do przedziału wpadł chłopak o wyjątkowo tłustych włosach i haczykowatym nosie…



______________

*Esmeraldo, musimy przestać rzucać aluzje do Kropki Dwukropka, bo to się skończy obsesją.
**Przesadzam? Nieeeee…
***Kocham ten ślaczek.
****Tu już przegięłam.

Pozdrawiam serdecznie

Sam April

komentarze [3]

Notka numer jeden, czyli zaczynamy... >> czwartek, 8 grudnia 2005 20:07:41
KoFfAnY PaMiEnTnIcZkU* ;-) :P :D :* :lol:



Piętnastoletnia Tatiana Carmen Juanita Elizabeth Galadriela Penelopa Aurora Britney Spritney Christina Petronela Trinity Bloom odłożyła pióro i odgarnęła z gładkiego czółka kosmyk złocistych włosów. Nie miała pojęcia, co napisać. Nie chciała opisywać ani swojego pochodzenia (w jednej czwartej elf, w jednej czwartej anioł, w jednej czwartej leśna wila), ani swego wyglądu (blondynka, oczy w kolorze czystego błękitu, kruczoczarne rzęsy, smukła sylwetka, mleczna skóra, delikatne dłonie o długich palcach, biust bujny acz dziewiczy) czy zainteresowań (moda). Takie tematy to zdecydowanie za dużo jak na jej pisarskie początki.

Już miała odłożyć oprawiony w śliczną, różową okładkę pamiętnik, gdy nagle uświadomiła sobie, że dłoń, na której opierała swe czółko, właśnie wyczuła jakąś niebezpiecznie dużą wypukłość... Tatianka zerwała się z krzesła i popędziła do łazienki tak szybko, jak pozwalały jej na to jej długie nogi. Gdy tylko znalazła się na miejscu, zbliżyła twarz do lustra na odległość dokładnie trzech centymetrów i zaczęła przeszukiwać wzrokiem swoją cerę. Po chwili z jej piersi bujnej acz dziewiczej wyrwał się rozpaczliwy krzyk uciśnionej białogłowy. Otóż okazało się, że owa tajemnicza wypukłość była... pryszczem.

Przerażona Tatianka wyszarpnęła z kieszeni różdżkę (piętnaście cali, drzewo różane, pióro ze skrzydła anioła – Babci Marietty), poszukała w pamięci odpowiedniego zaklęcia, po czym nagle uświadomiła sobie, że magiczny artefakt należy do matki (w jednej drugiej elf, w jednej drugiej anioł), zaś ona sama nie potrzebuje różdżki – ten dar odziedziczyła przecież po ojcu (w jednej drugiej człowiek, w jednej drugiej wila... wil... wila płci męskiej).
Tatiana Carmen Juanita Elizabeth Galadriela Penelopa Aurora Britney Spritney Christina Petronela Trinity Bloom stanęła na wysokości zadania. Już po kilku sekundach po pryszczu pozostało tylko niemiłe wspomnienie, a nasza dziewoja mogła powrócić do szkolenia się w sztuce pisarskiej - jedynej rzeczy, w której mogła się jeszcze czegokolwiek nauczyć, a i tak nie było tego dużo. Bo cóż znaczą ortografia, interpunkcja, składnia i umiejętność powstrzymania się od TaKiEgO pisania wobec wielkiego, niepowtarzalnego TaLeNtU, jakim owa dziewoja była obdarzona?



Dzisiaj rano wyskoczył mi taki ogromny pryszcz! Miał gdzieś z pół milimetra średnicy, dasz wiarę? Na szczęście, szybko sobie z nim poradziłam.........

Tatuś powiedział wczoraj, że będzie musiał na jakiś czas wrócić do Anglii – dostał tam propozycję pracy......... Mama na razie nie może jechać, bo dopiero co zamówiła na nasz adres jakieś cud-kosmetyki i musi zaczekać, aż przesyłka przyjdzie.......... Poza tym, w ogóle nie zna języka.... Ale ja mogę jechać już z tatą! Tylko co ze szkołą? Wakacje niedługo się kończą.......... Czy w tej Anglii w ogóle jest jakaś szkoła magii?




Ledwo Tatianka napisała te słowa, przez otwarte okno starozytnego dworku** zamieszkiwanego przez naszą bohaterkę wleciała sowa, trzymająca w dziobie kopertę będącą zielonym atramentem**. Koperta była zaadresowana do... zgadnijcie, do kogo?



Tatiana Carmen Juanita Elizabeth Galadriela Penelopa Aurora Britney Spritney Christina Petronela Trinity Bloom

Starozytny Dworek

Warszawa







_____________________________

* Ze względu na gusta estetyczne Czytelników dalsze wycinki z pamiętnika Tatiany przetłumaczyłyśmy na polski. Wycięłyśmy też wszystkie buźki, zarzuciłyśmy garścią znaków interpunkcyjnych, poprawiłyśmy błędy ortograficzne. Niestety, wygląda na to, że te masowe wielokropki zostały zabezpieczone jakimś wyjątkowo silnym zaklęciem. Nie mamy pojęcia, jak je zneutralizować (bo idealna Tatiana Carmen Juanita Elizabeth Galadriela Penelopa Aurora Britney Spritney Christina Petronela Trinity Bloom jest w końcu tak dobra z zaklęć, że wymyśla swoje własne, i to tak skuteczne, że... przekonacie się sami).

** aluzja do opowiadania .::TRINITY::. pt. „Harry Potter i plomien milosci”



Pozdrawiam

Esmeralda Weatherwax
komentarze [6]

Zmiany, zmiany, zmiany... >> niedziela, 13 listopada 2005 13:54:07
Siostry i Bracia!!!

Zapewne dziwi Was tak radykalna zmiana na tym... no dobrze, nazwijmy to blogiem. Już wszystko wyjaśniamy.

1. TREŚĆ. Tatiana-bloom na początku miała być prowokacją, nie zaprzeczamy. Jednak zdałyśmy sobie sprawę, że z napisaniem dobrej prowokacji sobie nie poradzimy, a po co pisać złą? Postanowiłyśmy zatem przekształcić nasz pomysł w parodię, która w sposób całkowicie jawny wyśmiewać będzie wszelkie schematy fanfików, jakie uda nam się wygrzebać. Mamy nadzieję, że podołamy.

2. SZABLON I TYM PODOBNE. Jak widać, zmieniłyśmy szablon i wywaliłyśmy te wszystkie okropne gify, grożące spowodowaniem ataku padaczki. Skoro nasze zamiary są teraz jawne, po co narażać czytelnicze gusta estetyczne na... wolimy nawet nie myśleć, na co.

3. AUTORKI. Liczba mnoga w orzeczeniach poprzednich akapitów była jak najbardziej celowa. Piszemy „to coś” we dwójkę. Notki pisać będziemy mniej więcej na zmianę, chyba że zajdą jakieś nieprzewidziane okoliczności. Z pewnych przyczyn nie będziemy podpisywać tutejszych notek pseudonimami, jakich używamy zazwyczaj. Na tym... eee... „blogu” będziemy Esmeraldą Weatherwax i Samantą April, gdzie indziej – kimś zupełnie innym. Jeżeli ktoś zdoła jakoś ustalić naszą tożsamość, uprzejmie prosimy, by zachował(a) to dla siebie. Bóg zapłać.

4. KONTAKT. Oczywiście, wszelkie zastrzeżenia, ewentualne pozytywne opinie bądź pytania dotyczące notek i całej reszty prosimy zostawiać w komentarzach. Gdyby jednak komuś zachciało się umówić z nami na randkę (taaa, jasne...), czy wysłać inną prywatną wiadomość, niedostępną dla reszty potencjalnych Czytelników, uprasza się Go/Ją o wysłanie tak zwanej „sowy” na naszego wspólnego maila:

tatianka_bloom@buziaczek.pl

(tak, ten adres to też prowokacja :P), w temacie zaznaczając, czy wiadomość jest przeznaczona dla jednej z nas, czy też dla nas obu.

Amen.



Ogłoszenia parafialne: niebawem powinna pojawić się pierwsza część losów Tatiany.

Ite, missa est!

Esmeralda Weatherwax
komentarze [3]

ChEjO CzEjO! >> niedziela, 28 sierpnia 2005 15:31:39
ChEj!
Oto blog o Tatianie Bloom pół elfce z Polski kturej tata jezd Anglikiem (stond nazwisko). Mam nadziejem że wam siem spodoba. Niedługo w dziale "o mnie" pojawi siem wiencej informacj o Tatianie a puźniej pierwsza czemść jej pamientnika. Teraz powiem tylko, że Tatiana przeprowadza siem do Anglii wraz z tatom i bedzie hodzić do Chogwartu (ffcześniej hodziła do szkouy magi w polsce) do piontej klasy i potczas podruży pozna Chuncfotuff. Na razie to tyle papa!
komentarze [33]


tatiana-bloom
Dodaj do ulubionych

Witajcie na blogu www.tatiana-bloom.mylog.pl - stronie parodiującej schematy potterowskich fanfiction! Nasza bohaterka, Tatiana Carmen Juanita Elizabeth Galadriela Penelopa Aurora Britney Spritney Christina Petronela Trinity Bloom, jest uosobieniem wszelkich cnót tudzież udziwnień, jakie tylko zdołamy wymyślić - słowem, klasyczna Mary Sue. Jeżeli Twoja postać jest do niej choć trochę podobna, lepiej się nad sobą zastanów...

Jak widać, strona "ubrana" jest w najprostszy i najnormalniejszy z możliwych szablon i w najbliższym czasie raczej się to nie zmieni. Ale możemy Wam obiecać, że już nigdy więcej nie zobaczycie tu oczoje... różu ani hurtowej ilości dollsów, gifów tudzież innych śmieci. Postanowiłyśmy zadbać o gusta estetyczne potencjalnych Czytelników.

Autorki Nie, wzrok Was nie myli. Piszemy „to coś” we dwójkę. Notki pisać będziemy mniej więcej na zmianę, chyba że zajdą jakieś nieprzewidziane okoliczności. Z pewnych przyczyn nie będziemy podpisywać tutejszych notek pseudonimami, jakich używamy zazwyczaj. Na tym... eee... „blogu” będziemy Esmeraldą Weatherwax i Samantą April, gdzie indziej – kimś zupełnie innym. Jeżeli ktoś zdoła jakoś ustalić naszą tożsamość, uprzejmie prosimy, by zachował(a) to dla siebie. Bóg zapłać.

Kontakt Oczywiście, wszelkie zastrzeżenia, ewentualne pozytywne opinie bądź pytania dotyczące notek i całej reszty prosimy zostawiać w komentarzach. Gdyby jednak komuś zachciało się umówić z nami na randkę (taaa, jasne...), czy wysłać inną prywatną wiadomość, niedostępną dla reszty potencjalnych Czytelników, uprasza się Go/Ją o wysłanie tak zwanej „sowy” na naszego wspólnego maila:

tatianka_bloom@buziaczek.pl

(tak, ten adres to też prowokacja :P), w temacie zaznaczając, czy wiadomość jest przeznaczona dla jednej z nas, czy też dla nas obu.
Dziękujemy za uwagę.


Inspiracje:]
Harry Potter i młodzieńcze uczucia
.::TRINITY::.







Księga gości

O mnie

2005
sierpien (1)
listopad (1)
grudzień (1)

2006
styczeń (1)
marzec (1)
maj (1)
lipiec (1)
wrzesień (1)
grudzień (2)

2007
styczeń (1)
sierpien (1)

2008
marzec (1)
maj (1)







©MyLog.pl